Strona główna » Karpackie lasy nie są dobrze chronione

Karpackie lasy nie są dobrze chronione

Odpowiedź Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze na stanowisko Lasów Państwowych zawarte w artykule „Lasy karpackie. Zobaczcie las, nie tylko drzewa!”

Autorzy artykułu po wstępie, w którym pokazują m.in. infografikę pokazującą wzrost lesistości obszaru Polski południowo-wschodniej, wytaczają szereg argumentów, które mają świadczyć o tym, że gospodarka leśna w tej części Karpat prowadzona jest bardzo dobrze i nie wymaga zmian. Poniżej nasz komentarz do tych argumentów (zacytowanych w całości).

Lasy Państwowe (LP): Gdzie jest Puszcza Karpacka? Aktywiści często posługują się wymiennie takimi pojęciami, jak Puszcza Karpacka, lasy bieszczadzkie, „projektowany Turnicki Park Narodowy”, mimo że nie są one tożsame. Według naukowców pradawna Puszcza Karpacka rozciągała się od Beskidu Żywieckiego aż po rumuński region Bacău, a nawet Serbię. Od wieków nie istnieje jako realny, zwarty lub choćby fragmentaryczny, kompleks leśny. Lasy bieszczadzkie to w ścisłym znaczeniu Bieszczadzki Park Narodowy i tereny sąsiednich nadleśnictw LP: Stuposian, Lutowisk, Cisnej, Baligrodu, częściowo Komańczy i Ustrzyk Dolnych. Obszar „projektowanego Turnickiego Parku Narodowego” to część obecnego Nadleśnictwa Bircza w Górach Sanocko-Turczańskich.

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze (FDP): Jeżeli Puszcza Karpacka nie istnieje, nie ocalała choć we fragmentach, dlaczego mówią o niej podręczniki, np. “Botanika” Tołpy i Radomskiego, na str. 401. Dlaczego leśnicy z Regionalnej Dyrekcji w Krośnie piszą o pozostałościach puszczy karpackiej na Pogórzu, w Górach Słonnych i Bieszczadach? Choćby w wydawnictwie “Leśne Podkarpacie. 30 lat Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie”, RDLP w Krośnie 2008, autor: K. Wojewoda. Jeżeli nie istnieje, dlaczego leśnicy z Birczy słowami “Puszcza Karpacka” podpisują zdjęcia w swoich wydawnictwach?

Ocalałe starodrzewy, w rezerwatach i lasach gospodarczych Karpat i Podkarpacia, wraz z głównymi kompleksami pomiędzy nimi jak najbardziej zasługują na taką nazwę. Dużo gorzej zachowane i dostępne kompleksy leśne, np Puszcza Jaktorowska, Bolimowska czy Kampinoska czy nawet Puszcza Notecka noszą miano przecież to miano i nikt im go nie odbiera.

LP: Lasy karpackie są dobrze chronione. Fragmenty lasów będące echem dawnej Puszczy Karpackiej, choć w istotnym stopniu przekształcone, są od dawna objęte ochroną w formie parków narodowych (Gorczański, Tatrzański, Pieniński, Babiogórski, Magurski, Bieszczadzki) oraz rezerwatów. To nie znaczy, że na całym pozostałym obszarze prowadzona jest zwykła gospodarka leśna. W podkarpackich nadleśnictwach oprócz rezerwatów znajdują się liczne całoroczne strefy ochrony wybranych gatunków, ostoje ksylobiontów, strefy przypotokowe i inne powierzchnie całkowicie wyłączone z użytkowania.
Łącznie to dziś 36,4 tys. ha, czyli 9,1 proc. lasów w zarządzie RDLP Krosno. Z tego 15 tys. ha (w tym ponad 2100 ha rezerwatów) jest wyłączonych z użytkowania we wspomnianych 6 nadleśnictwach bieszczadzkich (dla porównania, powierzchnia Bieszczadzkiego Parku Narodowego to blisko 30 tys. ha), a 3,1 tys. ha w Nadleśnictwie Bircza (w tym 1553 ha w rezerwatach).

FDP: Lasy karpackie nie są dobrze chronione. Wycince i eksploatacji, miejscami intensywnej, poddane są otuliny parków narodowych: ich dyrektorzy boją się negatywnie opiniować działania LP, ponieważ straciliby dopłaty z Funduszu Leśnego LP a może nawet nawet pracę.

Wciąż trwają polowania w otulinach parków, w tym polowania zbiorowe, ponieważ nie wyznacza się tam stref ochrony zwierzyny (SOZ). Z jednej strony granicy parku zwierzęta są chronione, ale tuż za nią czeka myśliwy z bronią. Tak jest w Stuposianach, tak jest w okolicy Krempnej, w wewnętrznej (!) otulinie Magurskiego Parku Narodowego.

Obszary leśne dwóch parków narodowych (w pobliżu lub wewnątrz obszarów RDLP Krosno) mają łączną powierzchnię 41,4 tys ha czyli obejmują zaledwie 10 % powierzchni lasów. To zdecydowanie za mało. Powierzchnia rezerwatów też jest niewielka w stosunku do cąłości areału.

Co do pozostałych “obszarów wyłaczonych z uzytkowania” mamy poważne wątpliwości co do rzetelności przytoczonych powyżej danych na ten temat:

  1. do tej powierzchni LP wliczyły wszystkie powierzchnie, na których w tym dziesięcioleciu nie planują pozyskania bo w aktualnej fazie rozwoju drzewostanu nie widzą takiej potrzeby, ale zamierzają to pozyskanie zaplanować i przeprowadzić w kolejnych latach Są to zatem powierzchnie “wędrujące”. Kierując się tą logiką można powiedzieć, że dzisiaj w Polsce z użytkowania wyłączone jest 95% drzewostanu (bo tylko na 5% dziś toczą się prace). Czy w takim razie przyjmiemy też, że w najbliższą niedzielę poziom wyłączeń sięgnie 100%?
  2. Niektóre z wyłączeń to małe kępy drzew – to 5% drzewostanów użytkowanych rębnie, zgodne z zarządzeniem RDLP. To czasami kilkanaście osobników (!) i nie można w żaden sposób argumentować, że taki “wyłączony obszar” stanowi funkcjonalną ekologicznie całość.
  3. co najważniejsze, rzeczywista powierzchnia, którą leśnicy świadomie wyłączyli z pozyskania drewna z przyczyn przyrodniczych (jako ostoje ksylobiontów, strefy przypotokowe, pozostawiane kępy drzew czy niektóre projektowane rezerwaty) wynosi w nadleśnictwie Stuposiany zaledwie 2% (a nie 8%, jak podają LP) powierzchni lasu, zaś na obszarze proponowanego poszerzenia Bieszczadzkiego Parku Narodowego – zaledwie 4,5 % lasów (a nie, jak podają LP w czterech odpowiednich  nadleśnictwach, od 8 do 19%).

Dla przykładu, w nadleśnictwie Stuposiany wyznaczono zaledwie 87,1 ha biogrup i aż 25,6 ha z tej liczby w wydzieleniu 143Ab na tyłach Centrum Promocji Leśnictwa w Mucznem, by nie zniszczyć “pocztówkowego” widoku wokół hotelu. Podobnie ostoje ksylobiontów: wyznaczono 69,1 ha, ale największy kawałek znowu w… wydzieleniu 143Ab, gdzie wyznaczono już przecież biogrupy. Zatem formy ochrony nakładają się, zamiast obejmować tereny rzeczywiście tego wymagające. Wyznaczono je zresztą bez uprzedniej inwentaryzacji i bez konsultacji z przyrodnikami czy naukowcami.

LP: Najcenniejsze fragmenty karpackich lasów już są wyłączone z użytkowania, ale też gospodarka leśna prowadzona na pozostałym obszarze jest dostosowana do warunków i wymagań gór i pogórza i bardzo odmienna od tej na nizinach.

Dla przykładu, udział zrębowego sposobu zagospodarowania w lasach całej Polski wynosi średnio 47 proc., w LP – 45 proc., a w RDLP Krosno tylko 11,8 proc. (stosowany jest tylko na niżu podkarpackim i w kotlinach). W Bieszczadach w ogóle nie stosujemy zrębów zupełnych: jeśli pozyskujemy drewno, to wycinamy tylko wybrane drzewa spośród wielu rosnących na danej powierzchni.

Średni wiek drzewostanów, który dla Polski wynosi 59 lat, a dla LP 60 lat, w RDLP Krosno sięga 67 lat, przy czym w samych lasach bieszczadzkich i birczańskich znacznie przekracza 80 lat. Powierzchniowy udział drzewostanów ponadstuletnich w lasach RDLP Krosno to aż 26 proc. – jest dwukrotnie większy niż krajowa średnia. Podkarpackie lasy wyróżniają się też wysokim udziałem gatunków liściastych (44,1 proc.) i dużą ilością drewna martwego (przeciętnie 24 m3 na hektarze – trzykrotnie więcej niż średnia krajowa). To trendy stałe od dziesięcioleci.

FDP: W Bieszczadach stosuje się tzw. cięcia gniazdowe, czyli małe „zręby” w ramach rębni złożonych, i to wysoko w górach, na wysokości 800m npm, w terenach źródliskowych, które powinny być chronione. Wraz z gęstą siecią dróg i zdublowanych szlaków zrywkowych ma to niezwykle negatywny wpływ na ekosystem lasu, powoduje erozję gleby, osuwiska i szybki spływ wód deszczowych, co sprzyja wezbraniom i powodziom w dolnej partii zlewni na terenach zurbanizowanych.

Zdaniem naukowców z Gór Kaskadowych w USA, sieć dróg i szlaków może mieć większy wpływ na powstawanie powodzi w dolnej partii zlewni niż rodzaj stosowanej rębni. Według badań dr A. Affeka na Podkarpaciu mamy już nawet 13,5 km dróg i szlaków na kilometr kwadratowy lasu, to wielkość kilkakrotnie przekraczająca wytyczne i jedna największych w Europie. A wciąż powstają nowe.

Wymywane przez wodę koryta szlaków zrywkowych w Bieszczadach i na Pogórzu nie są w żaden sposób zabezpieczane, choć robi się to w zachodniej Polsce, za pomocą tzw. zapór przeciwerozyjnych. Leśnicy z Bieszczad twierdzą, że szlaki wciąż są użytkowane, dlatego nie można tam stawiać zapór. To kolejny dowód na częstą obecność ciężkiego sprzętu w górach i dowód na postępując kompakcję, czyli ubijanie ziemi: ubita gleba (na drogach i w lesie) po wielokrotnym przejeździe buldożerów i ciągników zrywkowych traci wodochłonność: nie przyjmuje opadu i powstaje niekorzystny szybki spływ powierzchniowy.

Średni wiek drzewostanów owszem, pokazuje nam starzenie się lasów, ale głównie z powodu dojrzewania drzewostanów założonych na gruntach porolnych. One nie mogą się równać ze starodrzewami pod względem biologicznym czy hydrologicznym. Poza tym, opracowując PUL, leśnicy w ostatnich latach w wielu nadleśnictwach deklarują, że chcieliby ten wiek obniżyć.

W odniesieniu do udziału gatunków liściastych (czyli w olbrzymiej większości buka)  jedynym komentarzem powinno być stwierdzenie, że dostosowanie form gospodarki do warunków geograficznych to nie jest jakaś szczególna zasługa leśników. W tych lasach buki mają się dobrze i same dobrze się rozsiewają. Przypomnijmy, że leśnicy raczej przez lata “popierali” jodłę – trudno zatem wysoki udział buka przypisywać ich zasługom.

LP: Korzystamy z bogactwa karpackich lasów oszczędnie i w sposób zrównoważony. Średnia zasobność lasów RDLP Krosno sięga dziś blisko 340 m3 drewna na hektarze (przy średniej krajowej na poziomie 286 m3/ha) i tylko w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła o 13 proc. W tym okresie podkarpaccy leśnicy pozyskiwali (w cięciach rębnych i przedrębnych łącznie) średnio 5,95 m3 drewna z hektara rocznie, czyli niecałe 58 proc. tego, co w ciągu roku przyrastało w lesie (średnio 10,3 m3/ha). Cała reszta co roku powiększała zasoby. By to zobrazować, wyobraźcie sobie pełnowymiarowe boisko piłkarskie (0,74 ha) w całości pokryte drzewami. Spośród nich leśnicy wycinali średnio tylko 4-5 drzew przez cały rok.

Dlatego ze smutkiem przyjmujemy, że formułowane przez aktywistów i niektórych publicystów zarzuty wobec gospodarki leśnej są coraz bardziej kuriozalne. Do niedawna nie przyszłoby nam do głowy, że ktokolwiek mógłby porównywać sytuację lasów w Bieszczadach do trwałych wylesień na Borneo albo obwinić leśników… o czerwcową powódź błyskawiczną na Podkarpaciu (mimo że meteorolodzy wskazali na obiektywne przyczyny: burzę wielokomórkową i dobowe sumy opadów bijące w wielu miejscach kilkunastoletnie rekordy).

Przypomnijmy, od lat międzywojennych powierzchnia lasów na Podkarpaciu wzrosła dwukrotnie, w samych Bieszczadach nawet więcej. Czy potencjał pochłaniania CO2 lub zatrzymywania wody w regionie wzrósł, czy zmalał? Odpowiedź jest oczywista, niestety nie dla wszystkich.

FDP: Po pierwsze, zasobność jest pojęciem technicznym i niekoniecznie świadczy o jakości lasu z punktu widzenia przyrodniczego, czyli o jego naturalności. Zasobność często koreluje się z naturalnością, ale nie jest to to samo.

Po drugie, Lasy Państwowe w tym wypadku szermują dość swobodnie pojęciem “średniej”, a jest to pojęcie statystyczne, którego należy używać ze zrozumieniem. Jeździec i koń mają przecież średnio po trzy nogi, ale ta informacja nic nie mówi ani o jeźdźcu ani o koniu… Wzrastająca średnia zasobność lasów wynika z tego, że zasadzone po wojnie drzewostany na obszarach porolnych właśnie w ostatnim dziesięcioleciu uzyskały największy przyrost. Ale za to drzewostany stare (a głównie o nie toczy się cały spór!) najprawdopodobniej wcale nie zyskały na zasobności. Co więcej, w tych drzewostanach pozyskanie w ostatnich latach przekraczało roczny przyrost (w największej skali w nadleśnictwie Stuposiany).

Nikt nie obwinia leśników o ulewne deszcze. Jednak skutki gwałtownych powodzi bezsprzecznie mogłyby być mniejsze, gdyby lasy karpackie miały większy potencjał retencyjny. A on jest większy wtedy, kiedy pokrywa leśna jest gęsta i zwarta, a sieć dróg rzadka. Porównanie z Borneo, choć szokujące, jest prawdziwe, bo mówi o gęstości szlaków zrywkowych, a jest ona w Karpatach bardzo duża: w niektórych wydzieleniach drogi zrywkowe stanowią 10% powierzchni lasu!

Jest racją, że od czasów przedwojennych lesistość w Bieszczadach wzrosła, a wraz z nią z pewnością potencjał zatrzymywania wody. Nikt temu nie zaprzecza. Wiemy, że gospodarka leśna w tamtych czasach była prowadzona metodami jeszcze bardziej inwazyjnymi niż dziś. Ale chciałoby się spytać: “no i co z tego?”. To nie jest żadne wytłumaczenie szkód które teraz wyrządza się lasom. Czy to, że kiedyś było źle usprawiedliwia dalsze czynienie tego zła?

LP: Aktywiści potrafią stwierdzić, że Lasy Państwowe rzekomo kierują się tylko zyskiem, by za chwilę zarzucić nam, że utrzymujemy „deficytowe” nadleśnictwa w Bieszczadach. To nielogiczne i sprzeczne zarzuty. Zgodnie z prawem, Lasy Państwowe jako całość mają być samodzielne ekonomicznie, finansując swoje koszty z własnych przychodów – i tak się dzieje.

Nie wyklucza to, że niektóre nadleśnictwa mogą być przejściowo „pod kreską” (w leśnictwie może to być perspektywa nawet kilkudziesięcioletnia), a wtedy ich niedobory są wyrównywane z funduszu leśnego, czyli swoistego „wspólnego budżetu” jednostek LP. Nie ma w tym nic dziwnego: warunki terenowe, klimatyczne, struktura wiekowa i gatunkowa miejscowych lasów, sytuacja na lokalnym rynku pracy lub choćby nieprzewidziane klęski żywiołowe, decydują o tym, że każde z 430 nadleśnictw w Polsce ma własną specyfikę, w tym różne możliwości przychodowe.

W tej sytuacji wymaganie, by każdy nadleśniczy za wszelką cenę osiągał wynik dodatni, miałoby fatalne dla przyrody skutki (właśnie dlatego w ustawie o lasach ustanowiono fundusz leśny i szczegółowo określono zasady jego działania).

 Nieprawdą jest, że nadleśnictwa w Bieszczadach tracą na samym pozyskaniu i sprzedaży drewna. Po prostu gospodarując w trudnym terenie górskim, z użytkowaniem wyłączonym w wielu miejscach, bieszczadzkie nadleśnictwa pozyskują i sprzedają mniej surowca i mają niższe przychody z tego tytułu niż inne jednostki. Ale ich wydatki pozostają podobne jak nadleśnictw w innych zakątkach Polski (o ile nie wyższe z powodu większej trudności robót zlecanych w górach): także ponoszą koszty ochrony lasu, tworzenia leśnej i turystycznej infrastruktury, prowadzenia programów ochrony przyrody, budowy obiektów małej retencji i przeciwdziałających erozji, prowadzenia koniecznej skądinąd przebudowy składu gatunkowego drzewostanów na zgodne z siedliskiem itp.

 Sugerowanie, że proste zastąpienie obecnych nadleśnictw w całości parkiem narodowym czy rezerwatami zmieni tę sytuację, to w najlepszym razie naiwność. Bierna ochrona przyrody na odpowiednim poziomie także kosztuje – tyle że wtedy jest to koszt dla budżetu państwa, czyli podatników, a nie Lasów Państwowych.

FDP: Mało kto zarzuca Lasom Państwowym kierowanie się wyłącznie żądzą zysku. Jest wręcz odwrotnie: ta instytucja nie jest zainteresowana zbytnim jego zwiększaniem i utrzymuje go od wielu lat na poziomie ok 500 mln zł rocznie. Leśnicy wiedzą, że pokazanie lepszego wyniku finansowego mogłoby skłonić któregoś z ministrów finansów do sięgnięcia do kieszeni tej firmy. Dlatego też mamy leśne autostrady donikąd, średnie pensje na wysokim poziomie, i całą masę innych działań służącą ukryciu nadmiernego zysku.

Jednak obywatele, jako współwłaściciele tej firmy są zainteresowani, żeby Lasy Państwowe (przy respektowaniu zasad ochrony przyrody) przynosiły zyski i wpłacały odpowiednie kwoty do budżetu w postaci podatków. Dlatego, że każda strata, każde wydawane niepotrzebnie pieniądze są też naszymi pieniędzmi. Przypomnijmy, że powtarzana bez przerwy teza o “samofinansowaniu się” Lasów Państwowych to szkodliwy mit. Tak naprawdę, ta firma gospodaruje na majątku przekazanym jej bezpłatnie, a całkowita suma wszelkich podatków odprowadzanych do budżetu w przeliczeniu na 1 hektar umieszcza ją na ostatnim miejscu w Europie, w rankingu podobnych firm w innych krajach!

Z tego też względu warto mówić o deficytowości karpackich nadleśnictw. Wbrew twierdzeniom LP, te jednostki nie są “pod kreską” przejściowo, ale ich deficyt jest trwały i strukturalny – wynika z uwarunkowań terenowych, których nie da się zmienić. Pozyskanie drewna na tym terenie jest i będzie tu droższe. Deficyt nie bierze się z budowy wiat, pielęgnacji szlaków; on jest nieuniknioną konsekwencją tego, że tu nigdy nie pojawią się harvestery, które obsługiwane przez jednego człowieka pozyskują na łatwym terenie do 300 drzew na dobę. W Puszczy Karpackiej drzewa są ścinane przez drwali, którzy muszą to robić powoli i z uwagą, pracując jak saper. A to musi kosztować.

Przedstawiciele LP sami oficjalnie mówią, że pozyskanie drewna w Bieszczadach nie ma sensu gospodarczego, a jest jedynie “skutkiem ubocznym zabiegów hodowlanych”. To jest doprawdy kuriozalna teza, a jej implikacją jest to, że rzekomo cała działalność LP na tym terenie jest nastawiona na ochronę przyrody. Ochrona przyrody za pomocą piły? Czy nie lepiej i taniej te lasy po prostu zostawić przyrodzie?

W tym kontekście na pytanie, czy stać nas na utrzymanie nowych lub powiększonych parków narodowych, odpowiedź jest prosta: Stać nas na dofinansowywanie deficytowych nadleśnictw bieszczadzkich (37 mln zł rocznie!), więc może lepiej wydać część tych pieniędzy (nawet nie całą kwotę!) na utrzymanie rozszerzonego parku narodowego albo przekazać bezpośrednio samorządom? Dla przypomnienia, Bieszczadzki Park Narodowy otrzymuje co rok z budżetu zaledwie 7 mln zł!

Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że w  tej chwili utworzenie lub rozszerzenie parku narodowego jest trudne do przeprowadzenia i wymaga zmian w prawie. Co więcej, uważamy, że bez tych zmian (np zmiany stawki podatku leśnego) takie rozszerzenie spotka się z oporem części samorządów, które (słusznie) będą się obawiały zwiększenia obowiązków przy zmniejszeniu przychodów. Dlatego lobbujemy za kompleksowymi rozwiązaniami na szczeblu krajowym, które uczynią powstawanie nowych parków narodowych opłacalnym dla samorządów. Niemniej, wstrzymanie eksploatacji lasów w tej chwili nie wymaga takich zmian. To są działania na dziś.

LP: Może jednak karpackie lasy potrzebują kolejnych obszarów objętych najwyższymi formami ochrony przyrody? Nie nam to przesądzać. Tworzenie parków narodowych, określanie lub zmianę ich granic reguluje ustawa o ochronie przyrody: wymaga to rozporządzenia rządu w uzgodnieniu z lokalnymi samorządami. Lasy Państwowe nie odgrywają w tym procesie żadnej roli. Rezerwaty ustanawia z kolei właściwy regionalny dyrektor ochrony środowiska i nie ma żadnej przeszkody, by składać stosowne projekty i wnioski o ich tworzenie. Nie rozumiemy, dlaczego działacze Inicjatywy Dzikie Karpaty po raz kolejny apelują w tych kwestiach do leśników, w tym pracujących w regionach bardzo odległych od Podkarpacia, zamiast skorzystać z obowiązujących procedur prawnych i właściwie skierować swoje postulaty.

FDP: W tezę, że w procesie tworzenia i poszerzania parków narodowych Lasy Państwowe “nie odgrywają żadnej roli” mogą uwierzyć tylko ludzie naiwni i zupełnie niezorientowani w układzie sił na tym polu. Dalsze jej powtarzanie uwłacza inteligencji wszystkich znających realia, zwłaszcza na Podkarpaciu. Tutaj Lasy Państwowe to główny hamulcowy dla nowych obiektów ochrony przyrody. Można bez przesady powiedzieć, że Lasy Państwowe w rejonie Bieszczad i Pogórza pełnią rolę quasi pana feudalnego, podejmując ważne decyzje, rozdając stanowiska i przywileje. Nic nie odbędzie się tutaj bez zgody RDLP, a w szczególności utworzenie jakiegokolwiek rezerwatu.

Jeśli chodzi o projekty utworzenia rezerwatów, to piszący ten artykuł zdaje się zupełnie nie znać stanu rzeczy: projekty są gotowe i bardzo dobrze znane leśnikom (np. rezerwat Reliktowa Puszcza Karpacka). Przedstawiciele składającego wnioski (czyli Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze) wielokrotnie rozmawiali na ten temat. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska umywa ręce, sugerując “dogadanie się” z LP, ale z tamtej strony odpowiedź jest niezmiennie jedna: nie.

LP: Zorganizowanie pikiety jest zapewne łatwiejsze i efektowniejsze od przygotowania rzeczowego, uzasadnionego projektu powołania nowego rezerwatu albo parku narodowego. Działacze Inicjatywy Dzikie Karpaty regularnie kierują pod adresem Lasów Państwowych żądania, które świadczą o braku woli zrozumienia historii i specyfiki regionu, sposobu prowadzenia tam gospodarki leśnej. Trudno rzeczowo odnieść się do postulatów w rodzaju „wstrzymania wycinki starodrzewu niesadzonego ręką ludzką”. Zwłaszcza gdy odnowienia naturalne stanowią ok. 50 proc. wszystkich w bieszczadzkich nadleśnictwach i jest to w pełni świadome działanie leśników, którzy w warunkach górskich promują i wspomagają właśnie samosiew (m.in. poprzez odsłanianie młodego pokolenia).

To, że dane drzewo nie zostało posadzone przez człowieka, nie jest więc równoznaczne z tym, że jest ono „reliktem Puszczy Karpackiej”. Tak samo nie przesądza o tym z góry obecność ponadstuletnich drzew. Nie są one w lasach bieszczadzkich i birczańskich niczym nadzwyczajnym,(tym bardziej, że wiek rębności dla buka i jodły wynosi tu 120 lat). Pamiętajmy przy tym, że historia intensywnego użytkowania tych terenów sięga kilku wieków. Już w XVIII i XIX wieku tutejsze lasy, wtedy głównie prywatne, w dużej części zamieniono na uprawy, łąki, pastwiska, a pozostałe mocno eksploatowano, m.in. zastępując wycinane gatunki naturalne dla regionu sosną i świerkiem. Powojenne zalesienia wyludnionych terenów pogłębiły to zjawisko. W rezultacie duże obszary porolnych sośnin i świerczyn, sukcesywnie przebudowywanych, występują np. w Nadleśnictwa Bircza w zasięgu proponowanego Turnickiego Parku Narodowego.

FDP: Lasy Państwowe zadają sobie wiele trudu, aby cały spór przedstawić jako walkę fachowców z młodymi, kierującymi się emocjami dyletantami, którzy umieją tylko organizować pikiety i demonstracje. To jest obowiązująca narracja, która wynika z obowiązującego paradygmatu “wyłączności na wiedzę ekspercką”. Lasy Państwowe zupełnie pomijają przy tym zdanie naukowców (tych nie związanych instytucjonalnie z tą firmą) i w ogóle nie wspominają o ogromnej dokumentacji przyrodniczej sporządzonej przez pracujących na tym terenie przyrodników z organizacji pozarządowych. Zarówno planowany Turnicki Park Narodowy jak i projektowane rezerwaty są dobrze przebadane a dokumentacja została udostępniona także Lasom Państwowym. Wystarczy po nie sięgnąć, a nie wmawiać czytelnikom, że takie opracowania i wnioski nie istnieją.

Co do historii użytkowania tych lasów, powtórzmy jeszcze raz: przedmiotem naszej troski nie są w tej chwili powojenne porolne drzewostany, którymi LP bezustannie się chwalą. Mówimy o starych lasach. I nie ma znaczenia, czy i jak były użytkowane dawniej. Nawet jeśli miały w nim miejsca rębnie bardzo intensywne (jak w znanym wydzieleniu 219) to pamiętajmy, że każdy las pozostawiony dostatecznie długo sam sobie stanie się bardziej naturalny, i nie potrzebuje do tego żadnej pielęgnacji. A jeśli w sąsiedztwie jest sporo drzewostanów z gatunkami właściwymi dla tych siedlisk, ta naturalizacja pójdzie szybko. Tu trzeba, podobnie jak w medycynie, kierować się zasadą “primum non nocere”, czyli “po pierwsze – nie szkodzić”.

LP: Jesteśmy za otwartym dialogiem nt. ochrony i zarządzania lasami karpackimi, z udziałem wszystkich zainteresowanych. Punktem wyjścia musi być jednak poszanowanie każdej strony i podstawowych faktów. Najwyższy też czas na konkretne propozycje, wskazujące określone powierzchnie, racjonalnie i merytorycznie uzasadnione, a nie ogólnikowe hasła.

FDP: Na takim poziomie ogólności Lasy Państwowe zawsze były za “otwartym dialogiem”. W praktyce często było to monolog. Jednak dziś pora na rzeczywisty dialog, który można zacząć chociażby od tych konkretnych propozycji, które leżą “na stole”.